Xiaomi wprowadziło do Polski dwa kolejne smartfony POCO – X7 i X7 Pro. Ich poprzednicy, czyli X6 i X6 Pro do dziś cieszą się wielką popularnością. Czy marce uda się podtrzymać dobrą passę? Po kilku dniach spędzonych z modelem X7 uważam, że jest na to duża szansa.
Dla porządku przypomnijmy ceny wszystkich tegorocznych modeli.
• POCO X7 Pro Iron Man Edition 12/512 GB – 1999 zł
• POCO X7 Pro 12/512 GB – 1899 zł
• POCO X7 Pro 8/256 GB – 1699 zł
• POCO X7 12/512 GB – 1499 zł
• POCO X7 8/256 GB – 1299 zł
Co ważne, do 19 stycznia wszystkie można kupić o 200 zł taniej. Czyli np. testowany przeze mnie X7 12/512 kosztuje jeszcze 1299 zł a mniejsza wersja pamięciowa 8/256 – 1099 zł. Biorąc pod uwagę to, co za to dostajemy to naprawdę niezła oferta. A o to w dzisiejszych czasach coraz trudniej. Ale oczywiście, nie wszystko jest idealnie. Co jest na tak, a co na nie? Zapraszam do moich pierwszych wrażeń.
Na pewno pochwalić należy budowę urządzenia. Smartfon jest dość duży (162.3 x 74.4 x 8.4 mm), ale dzięki delikatnym zaobleniom plecków oraz ekranu bardzo wygodnie leży w dłoni. A to coraz rzadziej spotykane rozwiązanie, powoli większość firm idzie śladem Apple i serwuje użytkownikom całkowicie płaskie i dość szerokie ramy (Google Pixel, Samsung, VIVO). Rama w POCO X7 jest z tworzywa, ale w tym budżecie ciężko oczekiwać innego materiału.
Sporym plusem jest wodoszczelność na poziomie IP69, czyli mówimy tu nie tylko o zanurzeniu w słodkiej wodzie nawet na 30 min. na głębokości do 1.5 metra, ale też o kontakcie z wodą pod dużym ciśnieniem.
Ja w testach mam wersję z tyłem z tzw. „wegańskiej skóry” czyli sztucznego tworzywa przyjemnego w dotyku, które się nie ślizga. Do tego ma ładne żółte pasy i po prostu bardzo mi się podoba. W pudełku jest etui, więc jeśli ktoś będzie się bał, że smartfon się szybko zniszczy, może z niego skorzystać.
Głośniki są dwa, dźwięk jest ok, podobnie jak na słuchawkach bezprzewodowych. Plusem jest też obecność diody podczerwieni dzięki której można zmienić smartfon w pilota do domowych urządzeń. Wyspa aparatów z czterema oczkami jest umieszczona centralnie, więc POCO X7 się nie kiwa na boki. A gdybym miał się czegoś czepiać, to może złotego koloru jaki zafundował nam producent na obwódce wyspy oraz wszystkich obiektywów. Osobiście nie jestem fanem opcji „złote a skromne”.
Doskonale sprawdza się też ekran – oczywiście przy założeniu że jesteśmy w stanie żyć nie z płaskim, ale zakrzywionym na boki wyświetlaczem. Ja przez tydzień nie miałem sytuacji bym niechcący coś nacisnął więc tu nie ma raczej problemu. A folia ochronna którą mamy od startu przylega dokładnie, nie musimy się bać o jakieś zarysowania.
Panel wykonano w technologii AMOLED, ma przekątną 6.67 cala, rozdzielczość 1220 x 2712 pikseli, 446 PPI i proporcje 20:9. Jasność maksymalna wywołana w trybie ręcznym to 1200 nitów, w automacie może być podbita aż do 3000 nitów. To oznacza, że letnie słońce nie będzie mu straszne. Szkoda tylko, że w niższych modelach Xiaomi (a więc i POCO) cały czas nie zdecydowało się na wprowadzenie pełnoprawnego Always on Display. Mamy tylko jego namiastkę, godzina czy powiadomienia pojawiają się na chwilę po poruszeniu urządzenia, po czym gasną. Czytnik linii papilarnych jest optyczny, umieszczony nisko, ale działa dobrze, choć czasem sprawniejsze może się okazać odblokowanie telefonu twarzą. Działa dwukrotne uderzenie w celu wybudzenia ekranu ale wygasić go w ten sposób się już nie da, trzeba kliknąć w widżet albo nacisnąć boczny przycisk.
Działanie POCO X7 także pozytywnie zaskakuje. Procesor Mediatek Dimensity 7300 Ultra (4 nm) z 8 albo 12 GB RAM i pamięcią UFS 2.2 radzi sobie całkiem nieźle. Wynik w AnTuTu Benchmark to 676919 pkt., telefon co oczywiste nie jest demonem prędkości, ale z codziennymi zadaniami nie ma problemów. Strony otwierają się w dobrym tempie, okazjonalni gracze nie powinni narzekać na wydajność, GPS lokalizuje nas szybko, NFC działa, jakość rozmów telefonicznych jest ok.
Za zdjęcia odpowiadają:
• obiektyw główny 50 MP, f/1.5, 26mm, 1/1.95″, 0.8µm, PDAF, OIS;
• szeroki kąt 8 MP, f/2.2, 15mm, 120˚, 1/4.0″, 1.12µm;
• makro 2 MP, f/2.4;
• selfie 20 MP, f/2.2, 25mm, 1/4.0″, 0.7µm.
Znów – jakość w zestawieniu z ceną jest całkiem dobra. Zdjęcia mają mocne ale nie przesycone kolory, niezłą szczegółowość. Widać jednak różnicę w barwach pomiędzy obiektywami – producentowi nie udało się (bądź nawet nie próbował) zestroić ich tak, by uzyskać kolorystyczną zbieżność. Fotografie z szerokiego kąta są trochę „wyblakłe”, nie tak żywe jak te z głównego oczka. Ale i tak, dobrze że są i że mamy możliwość zmieszczenia w kadrze większego obszaru. Rozpiętość tonalna czy ilość szumów w słabszych warunkach oświetleniowych jest na akceptowalnym dla tej półki cenowej poziomie. Uwaga na selfie – z automatu włączone jest wygładzanie skóry, więc możemy wglądać nieco nienaturalnie. Tryb portretowy ładnie rozmywa tło, choć potrafi się zgubić np. w odcięciu włosów.
Jak do tej pory nie było mowy o oprogramowaniu. Nakładka Xiaomi HyperOS nie należy do moich ulubionych. Oczywiście – zawsze jest to kwestia subiektywna. Ale obiektywnie dzieje się w niej nieco za dużo a na użytkowników czekają różne pułapki. Nie podoba mi się, że wchodząc np. w aplikacje Muzyka czy Mi Wideo wyświetlają się reklamy. Albo że na start mamy zainstalowanych mnóstwo gier czy aplikacji, które chyba lepiej odinstalować (na szczęście można to zrobić). Albo że w folderach mogą pojawiać się rekomendacje różnych aplikacji. Przywykłem jednak do nieco większej prywatności na swoim urządzeniu. Na start mamy Androida 14, producent zapewnia trzy aktualizacje systemu, w tej klasie urządzenia to przyzwoity wynik.