Dla jednych cała tegoroczna seria S25 to odgrzewane kotlety niewarte zainteresowania, dla drugich – świetne urządzenia. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.
Z drugiej strony S25 wciąż jest bardzo dobrym, małym smartfonem. A właśnie takich urządzeń brakuje na rynku, bo większość telefonów to teraz patelnie z wyświetlaczami zbliżającymi się do 7 cali. Jest świetnie zbudowany, ma genialny ekran, doskonałe oprogramowanie, wciąż niezłą optykę i tylko bateria, albo raczej tempo jej ładowania, odstaje od tego do czego przyzwyczaili nas chińscy producenci. Samsung, Google i Apple są na przeciwległym biegunie. Ale w sumie – kto S25 kupi, będzie raczej zadowolony.
Pozostaje jeszcze cena. Ta od zeszłego roku nie urosła, w dodatku dość szybko spada. Na start telefon kosztował 3999 zł (12/128), 4199 zł (12/256) i 4699 zł (12/512), teraz wersję 12/256 można już dostać za 3799 zł (128 GB kosztuje 10 zł mniej …).
Zestaw aparatów jest identyczny jak w S24 i S23 i minimalnie różny od tego w S22 (inna soczewka obiektywu tele). To:
• obiektyw główny 50 MP, f/1.8, 24mm, 1/1.56″, 1.0µm, dual pixel PDAF, OIS
• obiektyw tele 10 MP, f/2.4, 67mm, 1/3.94″, 1.0µm, PDAF, OIS, 3x optyczny zoom
• szeroki kąt 12 MP, f/2.2, 13mm, 120˚, 1/2.55″ 1.4µm, Super Steady video
• selfie 12 MP, f/2.2, 26mm, 1/3.2″, 1.12µm, dual pixel PDAF
Zdjęcia zrobione smartfonem Samsung Galaxy S25