Strona główna » Nothing Phone (3). Nie za szybko?

Nothing Phone (3). Nie za szybko?

Autor Mirosław Mazanec
0 komentarze
Nothing Phone (3) to najnowszy i najmocniejszy smartfon tego producenta i atak na wyższą półkę cenową. Dość szybki i agresywny moim zdaniem, nie jestem pewny, czy klienci – przynajmniej ci w Polsce, są na to gotowi.
Urządzenie sprzedawane jest w dwóch wersjach – 256/12 GB i 512/16 GB. Co ciekawe – obie kosztują tyle samo. To znaczy – na początku ceny były dwie – 3649 zł i 3999 zł, ale teraz we wszystkich sklepach wyższa wersja pamięciowa jest sprzedawana w cenie niższej, czyli 3649 zł, a cena niższej nie została zmieniona. Wybór wydaje się więc dość oczywisty. Warianty są dwa – biały i czarny.
Do tej pory producent skupiał się na średniakach, oferując rozsądnie wycenione, ciekawe urządzenia. Teraz wypuścił… też średniaka, oczywiście aspirującego do klasy wyższej, za którego życzy sobie tyle ile inni, bardziej renomowani producenci za swoje flagowce albo „aspirujące” średniaki. Przykłady? Samsung Galaxy S25 – 3499 zł. Xiaomi 15 – okolice 3700 zł, POCO F7 Ultra – 2699 zł, realme GT 7 – 2999 zł, moto edge 60 Pro – 2299 zł.
Abstrahując od tego, czy są to od Nothing Phone (3) telefony lepsze czy gorsze – mają nad nim jedną przewagę. Rozpoznawalność. Każda z tych firm jest na rynku dłużej niż Nothing, każda miała szansę dać się poznać polskim klientom. Nothing jest wciąż anonimowy, znany głównie grupie smartfonowych „zapaleńców”. Klienci chętniej wydadzą niemałe przecież pieniądze na sprzęt, co do którego mają zaufanie, po którym wiedzą czego się mniej więcej spodziewać. A Nothing jest póki co niewiadomą.
Na naszym rynku było już kilka firm, które dość szybko chciały wejść w wyższą półkę i to dysponując raczej większymi środkami na promocję i reklamę. OPPO po krótkim czasie zmieniło strategię i zrezygnowało ze sprzedaży flagowców stawiając na średniaki, dopiero w zeszłym roku odważyło się na wypuszczenie na nasz rynek droższego modelu. Vivo zaliczyło spektakularną wręcz wpadkę i po pierwszym wejściu do Polski szybko się wycofało, wracając po kilkuletniej przerwie dopiero w tym roku.
Krajowy rynek bez wątpienia jest trudny dla nowych graczy, bo klienci stawiają albo na rozpoznawalną markę, albo na cenową okazję. A co by o Nothing Phone (3) nie powiedzieć, to cenową okazją nazwać go po prostu nie można. Można go za to nazwać dobrym, ciekawym i oryginalnym urządzeniem, którego używa się z dużą przyjemnością. Choć do pewnych rzeczy trzeba się przyzwyczaić. Do których? Zapraszam na krótką recenzję.
Nothing Phone (3). Budowa, ekran
Moim zdaniem ten smartfon wyróżniają dwie rzeczy. Budowa i oprogramowanie. Zacznijmy od tej pierwszej. Chodzi o tył, na którym od zawsze skupia się firma. Do tej pory mieliśmy na nim diody czyli Glyph Interface – jego użyteczność była moim zdaniem średnia, ale efektowności odmówić mu nie można, a w świecie nudnych pod względem formy smartfonów było to coś innego.
Niespodziewanie jednak Nothing w tym modelu z Glyph Interface zrezygnował, zastępując go niewielkim, czarno-białym wyświetlaczem. Jest też specjalny przycisk do jego obsługi. Funkcji jest kilka, niektóre nawet mogą się do czegoś przydać, to: zegar, sygnalizacja połączeń czy podgląd przy zdjęciach (jeśli chcemy sobie zrobić selfie główną kamerą). Są też rzeczy trochę mniej dla mnie zrozumiałe np. gry: kamień, papier, nożyce czy butelka. Są też rzeczy dziwne np. „wyrównywacz” czyli coś w stylu poziomicy. Najgorsze jest to, że dokopanie się do tych funkcji nie jest proste ani intuicyjne. Tzn. początek jest ok, wchodzimy w ustawieniach w Glyph interface, potem w Zabawki Glyph. Ale tam widzimy 5 ustawionych na start funkcji i to wszystko. Dopiero po kliknięciu strzałeczki na górze ekranu przechodzimy do zarządzania i tam możemy dodać kolejne „zabawki” do ekranu. Szczerze – chyba wolałem diody, ekranik jest malutki i oczywiście oryginalny ale funkcjonalność jest jak dla mnie średnia (zresztą podobnie do Glyph Interface) bo i tak zawsze odkładam telefon ekranem do góry.
Nothing Phone (3)
Drugą kontrowersyjną rzeczą jest wygląd oczek z obiektywami. Umieszczono je dość nietypowo, nie ma żadnej wyspy, dwa są obok siebie, a trzecie nad nimi, ale nie symetrycznie tylko krzywo, bliżej krawędzi. Wygląda to dziwnie, jednym będzie się podobać, drugim nie, a trzecim będzie wszystko jedno. Ja po dwóch tygodniach z tym urządzeniem mogę się zaliczyć do tej ostatniej grupy.
Oczywiście plecki nie są po prostu czarne czy białe, ale pod taflą szkła mają mają dziwne wzory o różnych fakturach. Jest też czerwona kwadratowa dioda która świeci się, gdy kręcimy film.
W sumie – drugiego telefonu o takim wyglądzie nie ma i jeżeli o to chodziło firmie, to swój cel osiągnęła.
Nothing Phone (3)
Przechodząc zaś dalej – cała reszta jest już na najwyższym poziomie i bez większych kontrowersji. To oznacza metalową, solidną ramę, slot na dwie karty SIM (jest też obsługa e-SIM), USB-C, dwa przyzwoicie grające głośniki. Co do przycisków – Nothing stosuje swój autorski przycisk Essential Key który jest z prawej strony. Nad nim jest przycisk włączania a dwa klawisze do regulacji głośności wylądowały na boku lewym. Osobiście wolałbym żeby Essential Key był na lewym boku a wszystkie przyciski z których korzysta się najczęściej – pod kciukiem z prawej strony.
Nothing Phone (3)
Rama jest płaska, telefon dość gruby ale też solidny. W pudełku jest jeszcze przeźroczyste etui – na wszelki wypadek. Dokładne wymiary to 160.6 x 75.6 x 9 mm a waga 218 g. Sporo – składany najnowszy Fold Samsunga waży 215 g.
Wyświetlacz ma przekątną 6.67 cala, to OLED o rozdzielczości 1260 x 2800 pikseli (460 PPI) i proporcjach 20:9. Pokryto go szkłem Corning Gorilla Glass 7i, czyli nie flagowym, i wykonano go w technologii LTPS a nie LTPO, co oznacza że najniższe odświeżanie to nie 1 a 30 Hz. Niby nic, ale jak rozumiem, firma trochę przyoszczędziła. Jasność maksymalna to 4500 nitów i tu nie mam zastrzeżeń, ale jak na moje oko automatyczna regulacja działa dość ślamazarnie. Wielokrotnie wyciągając telefon z kieszeni na dworze musiałem poczekać chwilkę, aż zostanie ona podbita do poziomu przy którym będzie można komfortowo korzystać z urządzenia. W żadnym innym smartfonie takiego problemu nie zauważyłem.
Nothing Phone (3)
Jest Always on Display, działa dwukrotne uderzenie w celu wybudzenia i wygaszenia, odblokowanie twarzą jest szybkie ale czytnik linii papilarnych jest optyczny, czyli ten wolniejszy, a nie ultradźwiękowy. Firma znów przyoszczędziła.
Nothing Phone (3). Działanie, oprogramowanie
Mamy dwie wersje pamięciowe czyli 256/12 i 512/16 GB. Pamięć jest w standardzie UFS 4.0 – więc bez zastrzeżeń. Ale procesor to Snapdragon 8s Gen 4 (4nm), czyli wydajny, ale nie flagowy. Znajdziemy go m.in. w POCO F7 który kosztuje… w okolicach 2 tys. zł. W AnTuTu Benchmark urządzenie osiągnęło 1954980 pkt., co daje mu 19 pozycję.
Nothing Phone (3)
W codziennej pacy urządzenie jest płynne, działa bez żadnych zadyszek, widać że Nothing przyłożył się do optymalizacji, zresztą jak w każdym swoim telefonie. GPS, NFC, jakość połączeń (jest VoWiFi i VoLTE) – tu także nie mam żadnych uwag.
Oprogramowanie to Android 15 z nakładką NothingOS, Producent zapewnia 5 dużych aktualizacji systemu. Nakładka przede wszystkim całkowicie zmienia wygląd interfejsu, na szczęście jest też opcja klasycznego wyglądu, bo do czarnych ikon Nothinga nie każdy musi być przekonany (np. ja). Są funkcje eksperymentalne, np. grupowanie ikon w foldery (rozrywka, narzędzia, zakupy itp…, kłania się IOS?). Jest Essential space z nieszczęsnym przyciskiem, gdzie możemy zapisać – również głosowo – nasze notatki a AI zrobi nam z tego streszczenie. Ale samej AI (poza Gemini i zakreślaniem czy tłumaczeniem strony) nie ma zbyt wiele.
Nothing Phone (3). Zdjęcia, filmy

Zestaw obiektywów jest bardzo dobry, mamy 4×50 MP czyli:

• obiektyw główny 50 MP, f/1.7, 24mm, 1/1.3″, PDAF, OIS;
• obiektyw tele 50 MP, f/2.7, 1/2.75″, PDAF, 3x optyczny zoom, OIS;
• szeroki kąt 50 MP, f/2.2, 114˚, 1/2.76″;
• selfie 50 MP, f/2.2, 1/2.76″.

Nothing Phone (3)
Aplikacja jest prosta o nie jest przeładowana funkcjami (to akurat zapisuję jej na plus). Jakość zdjęć jest ok, ale to co rzuca się w oczy to dość „wyblakłe” czy „słabe” – jak zwał tak zwał – kolory. Kilka razy po zrobieniu zdjęcia musiałem je „podciągać” w edytorze żeby były bardziej zbliżone do rzeczywistości. Dlaczego producent poszedł w tą stronę – nie wiem, ale tek jak wiele smartfonów ma tendencję do „przesycania” kolorów, tak z czymś odwrotnym spotykam się chyba po raz pierwszy.
Technicznie wszystko jest ok, ilość szczegółów jest na dobrym poziomie, mamy zbieżność kolorystyczną we wszystkich trzech obiektywach, ładny tryb portretowy, szybki autofocus. Tryb nocny wywołuje się automatycznie, choć oczywiści jest też opcja „ręczna”, ale jego efekty widać dopiero gdy wykonujemy zdjęcia w bardzo ciemnych warunkach. Jeżeli jest jakieś światło, to praktycznie nie ma różnicy między zdjęciem normalnym a w trybie nocnym.
Filmy nakręcimy w 4K 60 FPS z przodu i z tyłu we wszystkich oczkach, ale przechodzić pomiędzy obiektywami można w 30 klatkach na sekundę. W 60 – dostępne jest jedno przejście tzn. np. z szerokiego kąta na główny obiektyw albo z głównego na tele. Trochę dziwne. Jakość nagrań jest dobra, podobnie jak zbieranie głosu.
Nothing Phone (3). Bateria
Ogniwo ma pojemność 5150 mAh i jest wykonane w nowej technologii węglowo-krzemowej. Starcza na jeden dzień, mówiąc szczerze spodziewałem się lepszego wyniku. Telefon zawsze musiałem ładować następnego dnia rano, a nigdy jakoś specjalnie go nie obciążałem. Ładowanie odbywa się maksymalną mocą 65W, oczywiście w pudełku nie ma ładowarki, trwa około godziny, ale pierwsza połowa jest szybsza. Jest też 15W ładowanie bezprzewodowe.
Nothing Phone (3)
Nothing Phone (3). Podsumowanie
Będzie krótko. Jeśli ktoś chce mieć oryginalne urządzenie którego nie pomylimy z żadnym innym – Nothing Phone (3) jest dla niego. Ale potencjalny nabywca musi mieć świadomość, że przepłaca za wygląd. Bo w niższych cenach znajdziemy smartfony lepsze praktycznie w każdym aspekcie.

Możesz również lubić