Po pierwsze. Skrót FE pochodzi od Fan Edition, czyli wersji „dla fanów”. I to w zasadzie jest odpowiedź na pytania, do kogo skierowany jest ten model – do fanów urządzeń Samsunga – nie tylko smartfonów, ale całego ekosystemu – pierścienia, zegarków, słuchawek. Osoby które fanami Samsunga nie są, raczej nie spojrzą na ten telefon, tylko pójdą do lepiej wycenionych, choć pewnie nie tak kompletnych, urządzeń konkurencji.
Po drugie. Fani Samsunga mogą mieć kłopot. Bo w podobnych cenach można kupić pełnoprawne flagowce, czyli modele S25 i S25 Plus. W rozmowie z portalem GSMONLINE.PL Marcin Zdunek, Head of Commercial Operations MX w Samsungu, mówił:
Operatorzy i retailerzy prowadzą na pozostałych modelach serii S25 własne akcje promocyjne już od kilku miesięcy, więc klienci mogą pamiętać te promocje i poczucie „przesuniętych schodków cenowych” może faktycznie występować, ale w naszej strategii cenowej FE jest tańsze od serii S i powinno się to szybko ustabilizować.
I po trzecie. Jest jeszcze model S24 FE. Oczywiście nieco gorszy od tegorocznego, z mniejszą baterią, wolniejszym ładowaniem, minimalnie gorszą optyką, ale znów – to różnice niewielkie, dla wielu użytkowników wręcz niezauważalne. A jednak kupując jego a nie S25 FE, kilkaset złotych w kieszeni zostanie.
- Infinix ZERO 40 5G. Najlepszy w stajni producenta
- Pixel 10 Pro. Pierwsze wrażenia. Bez clickbaitu
- iPhone 16e. Wbrew pozorom ma sens
- OPPO Find X9. Telefon OK. Ale wszystko jest robione na jedno kopyto
- Samsung Galaxy S25 Ultra. Czy zasłużył na taką krytykę?
- HONOR Magic7 Pro. Jest lepszy od poprzedników?