Przez ostatnie lata producenci byli krytykowani za brak w swojej ofercie małych, flagowych smartfonów. Wygląda na to, że powoli ten trend zaczyna się odwracać, choć pojęcie „małego” telefonu nieco się zmieniło.
Małe smartfony kiedyś to rozmiar 6, 6.1 cala. Dziś za takie spokojnie można uznać również te z wyświetlaczem o przekątnej 6.31 cala – i właśnie taki jest nasz dzisiejszy bohater, czyli vivo X300.
Smartfon nie jest tani – kosztuje 4599 zł, sprzedawany jest w jednej wersji pamięciowej 16/512 i dwóch kolorach: różowym (prześlicznym, taki trafił do mnie do testów) i konserwatywnym – czarnym.
Cena zobowiązuje, zasadnym więc jest pytanie czy smartfon „dowozi”, jak się teraz mówi, czyli czy inwestując w niego niemałe pieniądze spełnione zostaną nasze oczekiwania.
Smartfon porównywać należy z innymi małymi, bądź jak kto woli – mniejszymi flagowcami – czyli Pixelem 10 Pro, Samsungiem Galaxy S25 czy Xiaomi 15. Kosztują one odpowiednio – 4399 zł (za wersję 16/256, wersja 16/128 jest tańsza – 3699 zł), 3349 zł (12/512) i 3299 zł (12/256). Co oznacza, że vivo łatwo mieć nie będzie, bo jest z tego towarzystwa najdroższy. Być może dlatego firma razem z Media Expert uruchomiła promocję, gdzie nasz dzisiejszy bohater jest tańszy o 500 zł plus mamy opcję odkupu starszego smartfona – co może zrobić się już dość interesującą propozycją.
Co oczywiste – każde z tych urządzeń ma swoje mocniejsze i słabsze strony (o czym będzie na końcu testu), teraz zaś sprawdźmy, gdzie ma je vivo X300.
vivo X300. Budowa, ekran
Tu słabości nie będzie. Wykonanie jest premium – mamy szklany, matowy tył i aluminiową ramę, dwa, dobrze grające głośniki, normę IP 68/69, ładowanie indukcyjne, ładnie wkomponowaną okrągłą wyspę z obiektywami (minusik za to, że nie zmieściła się tam dioda doświetlająca, tylko wylądowała na pleckach), i przyciski umieszczone na prawym boku na dobrej wysokości. Telefon to dual SIM, jest również możliwość użycia eSIM.
vivo X300
vivo X300 wygodnie leży w dłoni, a do jego obsługi wystarczy jedna ręka. W pudełku znajdziemy etui (również różowe), które powinno ochronić smartfon w razie upadku.
Zastrzeżeń nie mam również do wyświetlacza. To AMOLED LTPO z odświeżaniem 120 Hz i jasnością maksymalną na poziomie 4500 nitów. Przekątna to 6.31 cala, rozdzielczość 1216×2640 pikseli. Czytnik linii papilarnych jest ultradźwiękowy, położony na optymalnej wysokości. I jest ultra szybki i ultra celny. Odblokowanie twarzą działa również doskonale, chyba że… nie działa wcale. Tak stało się w moim przypadku, nie pomogło zrestartowanie urządzenia, musiałem wyczyścić dane twarzy i zeskanować się od nowa. Problem w ciągu dwóch tygodni testów pojawił się raz ale moim zdaniem nie powinien pojawić się wcale.
vivo X300
Always on Display jest w najnowszym – półprzeźroczystym stylu, oczywiście jest też tradycyjna opcja. Na start na ekranie mamy solidnie przyklejoną folię ochronną, i wygląda na to, że powinna przetrwać z nami przez dłuższy czas. Do tego jest mnóstwo możliwości ustawień wyświetlacza, rameczki wkoło niego są cieniutkie – wszystko na najwyższym poziomie.
vivo X300. Działanie, oprogramowanie
Smartfon jest napędzany Mediatekiem Dimensity 9500 (3 nm) z układem graficznym ARM G1-Ultra, pamięć jest w standardzie UFS 4.1. W AnTuTu Benchmark urządzenie osiąga 3014608 pkt. Telefon jest błyskawiczny, responsywny, pasuje do niego w zasadzie każde pozytywne określenie. Przez dwa tygodnie nie miałem do jego pracy żadnych zastrzeżeń. Nie złapałem go też (oprócz testu) na żadnym przegrzewaniu się, ale pamiętajmy, temperatury na zewnątrz są grubo poniżej zera. Działa 5G, NFC, GPS, Android Auto, jakość połączeń jest idealna.
vivo X300
Oprogramowanie to ORGIN OS oparty na Androidzie 16. Smartfon dostanie 5 dużych aktualizacji systemu i 7 lat poprawek bezpieczeństwa – moim zdaniem to rozsądne wsparcie. Nakładka jest logicznie poukładana, czytelna, wszystkie „nietypowe” funkcje ukryto w „Skrótach i ułatwieniach dostępu”. Nie ma też „ataku” AI, co niezmiernie mi odpowiada, są napisy AI czy AI Googla po przytrzymaniu belki gestów (jeśli oczywiście ich używamy) czyli tłumaczenie albo „zakreśl, aby wyszukać”. Najwięcej AI znajdziemy w aplikacji aparatu.
Jedną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, są ustawienia baterii. Niestety chiński soft, nie tylko vivo, ale i innych firm, za główny cel bierze oszczędzanie ogniwa – co dzieje się kosztem np. powiadomień z aplikacji. Dlatego warto wejść w ustawienia konkretnych apek (Messenger, Facebook, Instagram czy np. OLX) i tam zezwolić na ich działanie w tle – wtedy kłopoty z „czasowym” przychodzeniem powiadomień powinny zniknąć.
Osobiście wolałbym, układ z modelu Pro, gdzie to obiektyw tele miał 200 MP, a główny 50, co skutkowało większymi, czy raczej lepszymi pod względem jakości, możliwościami przybliżania. Ale i tu bynajmniej nie jest źle, 10x powiększenie jest cały czas doskonałej jakości, potem mocniej wchodzi do gry AI, które szczyt swojej działalności osiąga przy 100x przybliżeniu, gdzie w zasadzie „maluje” nam zdjęcie od nowa. Przy niższych wartościach jego ingerencja nie jest tak drastyczna, choć cały czas – widoczna. Ale takie są obecnie trendy w smartfonowej fotografii.
Ilość dostępnych funkcji może nieco przytłoczyć, nie do końca rozumiem też ich nazewnictwo i umiejscowienie. Przy każdym modelu vivo zachodzę np. w głowę, dlaczego wydzielono sekcję „krajobraz i noc” i dlaczego połączono akurat te dwie rzeczy. Dodatkowo zdjęcia nocne włączają się nam z „automatu”, gdy wykonujemy standardową fotografię w słabym świetle. A najlepsze jest to, że różnica pomiędzy zdjęciami wykonanymi w ustawieniu „krajobraz i noc” oraz w ujęciu nocnym sekcji „zdjęcia” i bez niego jest minimalna i do zauważenia w naprawdę bardzo ciemnych warunkach. Przy miejskiej fotografii i światłach ulicy ciężko się doszukać różnic. Na szczęście – w każdym wariancie – fotografia jest doskonałej jakości.
W każdym razie – pod palcem – na dole mamy: Migawkę, Krajobraz i Noc, Portret, Zdjęcie, Wideo, Portret filmowy a w Więcej znajdziemy jeszcze: Panoramę, Dokument Ultra HD, Spowolnienie, Scenę, Tryb poklatkowy, PRO, Jedzenie, Superksiężyc, Wysoką rozdzielczość i Widok podwójny – sceniczny. Oczywiście – układ dolnej belki możemy sobie dostosować indywidualnie, do tego telefon sam podpowiada nam podczas robienia zdjęcia, jakiej funkcji najlepiej użyć.
Przy zdjęciach mamy też do wyboru style – podstawowe (B&W, Texture, vivo, Zeiss) i spersonalizowane. Tryb macro może włączać się automatycznie. Na górze są kolejne ustawienia – m.in. zdjęcie na żywo, macro, wybór rozdzielczości i wejście w dalsze ustawienia – np. formatu, znaku wodnego i wejście w jeszcze głębsze ustawienia… Zabawa na długie godziny. Dobrze jest jednak przez to wszystko się przebić, żeby wiedzieć jakie możliwości daje nam producent.
Przechodząc zaś do samych zdjęć – będzie krócej. Są po prostu topowej jakości. Jak dla mnie – zgadza się w nich wszystko: szczegółowość, naturalne kolory, doskonała rozpiętość tonalna, rewelacyjny tryb portretowy, błyskawiczna migawka. Mógłbym tym telefonem zdjęcia robić, i robić, i robić, i tak bez końca. Podobnie jest z filmami (maks 4K 120 FPS z tyłu i 4K 60 FPS z przodu). Dla mnie to absolutna fotograficzna smartfonowa topka.
Ogniwo ma 5360 mAh. To jak na tak mały telefon wartość znakomita, nic więc dziwnego, że i czas pracy jest doskonały. W moich rękach telefon dociągał do 2 pełnych dni przy średnim używaniu i półtora przy cięższym. W ciągu dnia trudno będzie rozładować to urządzenie, chyba że postanowicie grać od rana do wieczora.
Telefon możemy ładować z mocą 90W przewodowo i 40W bezprzewodowo. Kostki do ładowania nie ma, ja ładowałem go specjalną ładowarką wielofunkcyjną, portem o mocy 100W. Naładowanie zajmowało mi około 40 min.
vivo X300
vivo X300. Podsumowanie
Największa wada tego urządzenia? Cena. Vivo jest na rynku chińskim marką premium i na innych rynkach chce się pozycjonować podobnie. Jednocześnie jednak spokojnie mogę napisać, że to, co oferuje – również jest najwyższej próby. Od wykonania, przez działanie, na oprogramowaniu kończąc, z wisienką na torcie w postaci możliwości foto. Jeżeli firma liczy na to, że tym modelem zdobędzie najbardziej wymagającego użytkownika, to moim zdaniem ma na to dużą szansę.
Moim zdaniem vivo X300 z wymienionej na początku koalicji kompaktowych flagowców (Samsung Galaxy S25, Pixel 10 Pro i Xiaomi 15) robi najlepsze zdjęcia, na drugim miejscu postawiłbym Xiaomi. Jest też liderem czasu pracy na jednym ładowaniu, razem z Xiaomi 15. Oprogramowanie to rzecz trudna – każdy użytkownik woli co innego i tu Samsung z Dexem czy Pixel z czystym Androidem mogą odpowiadać komuś bardziej, choć innemu do gustu mogą przypaść możliwości konfiguracji z vivo czy Xiaomi.
Wybór jest więc trudny, a w polskich realiach najczęściej decyduje cena. Więc vivo nie będzie miało tu łatwo. Dobrze, że firma zdaje sobie z tego sprawę i zaczyna stosować obniżki cen czy odkup starszego urządzenia – bo to może przyciągnąć do niej klientów. Jednego jestem pewny – kto na ten telefon się skusi – nie będzie żałować wydanych na niego pieniędzy.